.RU

Jacek Hugo-Bader w rajskiej dolinie wśród zielska - 15

^

WALENTYNA TWIST


Kiedy szczęśliwie wylądowała, zapytali ją, o czym teraz marzy. Byli pewni, że będzie miała życzenie podziękować ojczystej partii komunistycznej, rządowi radzieckiemu, a osobliwie I sekretarzowi KPZR, Nikicie Siergiejewiczowi. Tkaczka kosmonautka odpaliła jednak bez namysłu:

- O chlebie z cebulą...

Wszyscy byli zachwyceni, a najbardziej Nikita Siergiejewicz Chrusz-czow. Ostatecznie sam sobie ją wybrał na pierwszą kobietę w kosmosie.

Radzieckie gazety z 17 czerwca 1963 roku prześcigały się w wymyślnych tytułach: „Królowa niebios“, „Miss wszechświata“, „Pierwaja lej-di SSSR“, „Nieustraszona Czajka“, „Kolumb w spódnicy“, „Córka radzieckiego narodu“...

Z pięciu kobiet, które trenowały w żeńskim oddziale kosmonautów, do pierwszego lotu wytypowano trzy najlepiej wyszkolone kandydatki.

Wala Ponomariowa - 29 lat, pilot, inżynier, absolwentka, podobnie jak jej ojciec, elitarnego Moskiewskiego Instytutu Lotniczego, doktorat z budowy silników lotniczych.

Irina Sołowjewa - 27 lat, inżynier, córka nauczycieli, reprezentantka ZSRR w skokach spadochronowych.

Wala Tierieszkowa - 26 lat, tkaczka, córka kołchoźnicy (ojciec poległ na fińskim froncie), sekretarz Komsomołu w fabryce Krasnyj Pie-riekop w Jarosławiu.

Specjaliści z Centrum Kierowania Lotami w Gwiezdnym Miasteczku pod Moskwą długo spierali się, którą wystrzelić w kosmos na statku kosmicznym Wostok-6.

Zdecydował Chruszczow: „Poleci tkaczka“.

Pierwszy sekretarz kochał ludzi prostych. Ubóstwiał takie romantyczne historie: z fabrycznej hali do gwiazd. Łatwo się wzruszał. Kosmonauci byli oczkiem w głowie pierwszego sekretarza KPZR, a Wa-liusza to już mogła z nim wszystko. Mówiła do niego „wujaszku“.

Mecz siatkówki

W Państwowym Archiwum Dokumentacji Naukowo-Technicznej odnajduję niemy film z treningu kosmonautów. Mężczyźni grają w siatkówkę. W pierwszym oddziale kosmonautów było dwudziestu lotników. Kwiat radzieckiej młodzieży. Młodzi bogowie, współcześni herosi, podniebni akrobaci z gwardyjskich pułków myśliwskich. Jak na siatkarzy, to straszne maluchy - żaden nie przekracza 165 centymetrów wzrostu, ale kosmonauta im mniejszy, tym lepiej, bo kabiny wostoków, wo-schodów i sojuzów były koszmarnie ciasne.

Chłopaki kokieteryjnie podwijają nogawki granatowych gaci, żeby z okropnych dynamówek zrobić modne slipy i opalić nogi także powyżej kolan.

. Serwuje Wałek Bykowski. Przyjmuje Andriusza Nikołajew i wystawia do Hermana Titowa, który potężnym uderzeniem ścina na połowę przeciwnika. Do bloku wyskakują Jurij Gagarin i Paweł Popowicz, ale piłka po ich rękach wylatuje za boisko i spada na koc, gdzie w kostiumach kąpielowych leżą dziewczyny. Ubóstwiają zajęcia z chłopakami. Lubią na nich patrzeć. Im też niczego nie brakuje. Rozgrzane w słońcu, piękne, młode, gibkie, wysportowane jak sprężyny, tak jak chłopcy niezbyt wysokie, ale foremne jak diabli.

W żeńskim oddziale obok obu Wal i Iriny były jeszcze Gruzinka Tania Pischuari i Żanna Jerkina - w sumie pięć dziewczyn. Biją się teraz o piłkę, mocują, popychają, walczą ze śmiechem o to, która poda do Jurija krasawszczika, za którym szalały wszystkie radzieckie kobiety. Przeznaczeniem tylko jednej z tych młodych kobiet był lot w kosmos, ordery, zaszczyty i miejsce w historii. Przeznaczeniem pozostałych było do końca życia pozostać dublerkami tej pierwszej. Nawet ich nazwisk i twarzy nikt nie mógł poznać. Na wszystkich filmach, które pokazywano po locie Tie-rieszkowej, postacie pozostałych dziewczyn zostały wykadrowane.

W Związku Radzieckim przyszli kosmonauci byli zakamuflowani bardziej niż agenci wywiadu. Nawet przed własnymi rodzicami i dziećmi musieli ukrywać, czym się zajmują. Dopiero po udanym starcie stawali się własnością publiczną, postaciami propagandowymi. Tylko że poza Tierieszkową żadna z kobiet nie poleciała.

Mecz siatkówki mogłem obejrzeć dopiero wtedy, kiedy mocno się zestarzały, prawie dziesięć lat po rozpadzie ZSRR.

Modlitwa o cud

Wala Tierieszkową miała szczęście w wyborach.

Na jesieni 1961 roku do jej aeroklubu w Jarosławiu przyjechała komisja poszukująca kandydatek do oddziału kosmonautek. Szukali dziewczyn, które skaczą ze spadochronami, sześć bowiem pierwszych radzieckich lotów kosmicznych odbyło się na statkach Wostok. Ich powrót na ziemię był bardzo trudny i niebezpieczny. Około dwóch tysięcy metrów nad ziemią kosmonauta był katapultowany z kapsuły lądującej i opadał obok niej na spadochronie.

Nikt nie wątpił, że wybór padnie na Tanie Morozyczewą, mistrzynię świata w skokach spadochronowych. Była niepokonana w najtrudniejszych ewolucjach, skokach nocnych, z małych wysokości i ze stratos-fery, ale pułkownik Dmitrij Owsiennikow miał rozkaz, żeby w grupie kandydatek była koniecznie aktywna członkini KPZR, ewentualnie kandydatka albo chociaż aktywistka Komsomołu.

Była Wala. Wyraźnie odstawała od innych dziewczyn, ale już rozpoczął się jej partyjny staż, a komunista, wiadomo, źle skakać nie może, więc ją przyjęli.

- Potem się jeszcze okazało, że Tania jest w trzecim miesiącu ciąży i ciągle skacze, więc już z czystym sumieniem ją odwalili - wspomina major rezerwy Walerij Sewriukow, były instruktor skoków spadochronowych. - Profesor z komisji lekarskiej powiedział jej, że kosmos takiego braku odpowiedzialności nie wybacza.

Tania urodziła syna. Chłopak, na cześć kosmonauty Nikołajewa, za którego wyszła Wala, dostaje na imię Andrian. Jeszcze raz Tania zdobywa mistrzostwo świata. Potem na treningu nie otwiera się jej spadochron, ląduje na awaryjnym, łamie nogę. Nie wróciła już do skakania. Wszystkie trofea sportowe wyprzedała na wódkę, a kiedy Wala przyjeżdżała z pompą do rodzinnego Jarosławia, miejscowe władze chowały Tanie głęboko, żeby „królowej wszechświata“ nie popsuć nastroju.

Inny archiwalny film - posiedzenie Państwowej Komisji Lotów Kosmicznych. Jewgienij Karpow, szef Centrum Przygotowań Kosmonautów, przedstawia ministrom i marszałkom załogę statku kosmicznego Wostok-6. Wstaje Wala i recytuje: „Obiecuję, że powierzone mi zadanie wypełnię jak komunista“. Potem przedstawia pierwszą dublerkę, czyli Irinę Sołowjewą, i drugą-Walę Ponomariową. Gdyby Tierieszko-wej coś się stało, choćby rozbolał ją brzuch, nawet w ostatniej chwili mogła zastąpić ją któraś z koleżanek.

Dziewczyny ze spuszczonymi głowami, bez słowa prezentują się komisji.

- Potem Karpow tłumaczył mi, dlaczego nie lecę - mówi Irina Sołowjewą. - Było zupełnie tak jak z Gagarinem. W oddziale chłopców był Wołodia Komarów, bez porównania lepiej przygotowany, pilot doświadczalny, inżynier, uczony, ale wzięli Jurija z jego otwartym charakterem, ujmującym, naturalnym sposobem bycia i uśmiechem, którym podbił cały świat. Potem okazało się, że i dla pierwszej kobiety kosmonauty przygotowana już była służba i najwyższe państwowe stanowiska. Nadawała się do tego jak nikt. Wtedy była jeszcze otwarta, wygadana, umiała uwodzić sekretarzy i pracować z wielkimi kolektywami, a ja byłam typem młodego, naburmuszonego naukowca.

Na kosmodrom Bajkonur w Kazachstanie pojechała cała piątka, ale 16 czerwca w autobusie zmierzającym do statku Wostok były już tylko dwie dziewczyny w jasnoczerwonych skafandrach kosmicznych i jedna w kwiecistej sukience.

- Siedziałam w fotelu tuż za Walą - opowiada Irina Sołowjewą. -Od samego rana jak jakaś psychopatka śledziłam każdy jej ruch, gest, grymas twarzy. Kiedy ubierali nas w skafandry, patrzyłam tylko na nią. Nawet jak robiła krok, żeby wejść do autobusu, jeszcze liczyłam na jakiś cud. Modliłam się... Do dzisiaj wstydzę się tych myśli. W autobusie Wala Ponomariową siedziała obok Tierieszkowej i trzymała ją za rękę. Spojrzałam Ponomariowej w oczy i zobaczyłam, że płacze, ale tak do środka. Łzy jej nie leciały. To była głęboka, bezgraniczna rozpacz.

Pote\n wszyscy wyszli z autobusu i poszli obserwować start. Irina została sama i zalała się łzami.

Choroba morska

- Każdej nocy w czasie lotu Wali obserwowałyśmy z Irą dwa sunące po niebie świecące punkciki - wspomina Walentyna Ponomariową, dublerka numer dwa.

Tierieszkowa była na orbicie równocześnie z Walerijem Bykowskim, który wystartował dzień wcześniej na Wostoku-5.

- Stałyśmy z zadartymi głowami i nic nie mówiłyśmy. Kiedyś przyszedł do nas Siergiej Koroljew i powiedział, że nie ma co się rozklejać, bo wszystkie będziemy w kosmosie, że planuje loty żeńskich załóg. Był konstruktorem rakiet i bogiem w radzieckim świecie kosmicznym.

- Skąd się biorą pogłoski, że Tierieszkowa kompletnie nawaliła podczas lotu, te żarty, że zatruła się rybką? - pytam Ponomariową.

- Z tego, że nigdy nie mówili prawdy, bo radziecka technika nigdy się nie psuje, a radziecki człowiek nie może czuć się źle.

Dzisiaj już wiemy, że adaptacja do stanu nieważkości trwa od siedmiu do dziesięciu dni. Mniej więcej połowa astronautów i kosmonautów ma normalne objawy choroby morskiej, ale w roku 1963 nikt tego nie wiedział. Gagarin był na orbicie mniej niż dwie godziny, więc nic nie zdążył poczuć. Titow, który latał dobę, źle się czuł, ale sądzono, że coś mu zaszkodziło. Czterej kolejni Amerykanie w sumie byli krócej niż Tierieszkowa, a Nikołajew i Popowicz na trzecim i czwartym Wostoku dobrze znosili nieważkość. Pierwsza kobieta w kosmosie chorowała, ale dzielnie to znosiła.

- Zadaniem Wali było testowanie specjalnej żywności - mówi Ponomariową - ale jak tu jeść, kiedy wnętrzności wywracają ci się na drugą stronę? Wyobraża pan sobie, co to znaczy zwymiotować w stanie nieważkości w maleńkiej kabince, kiedy nie możesz się ruszyć z fotela, bo jesteś przypięty i nie masz żadnej torebki, bo nikt nie przypuszczał, że będzie potrzebna?

- Jak sobie radziła?

- Odrywała tapicerkę w kabinie i za nią jakoś próbowała... Ale program lotu wypełniła. Siły i odwagi wystarczyło jej na trzy dni, chociaż mogła skrócić lot nawet do jednego dnia.

- Mówiło się, że system nerwowy nie wytrzymał.

- Nic podobnego. Śpiewała, bo ona wtedy taka była.

W czasie któregoś z seansów łączności Tierieszkowa składa raport Nikicie Chruszczowowi:

- Ja Czajka Centralnemu Komitetowi Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego, rządowi ZSRR, towarzyszowi Nikicie Siergiejewiczowi Chruszczowowi melduję. Wszystkie systemy statku pracują doskonale. Samopoczucie doskonałe. Jak mnie zrozumieliście? Ja „Czajka“. Odbiór.

- Słyszałem was bardzo dobrze - odpowiada pierwszy sekretarz. - To ja was nazwałem „Czajka“. Pozwólcie jednak, że będę was nazywał po prostu Wala, Walentyna. Jestem bardzo zadowolony i po ojcowsku dumny, że nasza dziewczyna, radziecka dziewczyna, jako pierwsza jest w kosmosie i dysponuje najdoskonalszą techniką. To triumf leninowskich idei, to triumf walki naszego narodu. Jesteśmy z was dumni, że tak wspaniale rozsławiacie nasz naród, naszą ojczyznę, naszą partię, naszą ideę. Słucham was. Odbiór.

- Drogi Nikito Siergiejewiczu, jestem głęboko wzruszona. Bardzo, bardzo dziękuję za ojcowską troskę. Z całego serca dziękuję narodowi radzieckiemu. Ja „Czajka“. Odbiór.

- Tu koło mnie stoi towarzysz Breżniew, towarzysz Mikojan, towarzysz Ustinow i inni towarzysze. Wszyscy oczywiście są bardzo dumni, że ty, Wala, jesteś teraz w kosmosie. Dzisiaj jedliśmy obiad w naszych domach. Przyjeżdżam do siebie, a tam obiadu nie ma. Wszystkie kobiety jakieś takie ważne, że i podejść do nich nie można. Siedzą tylko w jakimś takim podniosłym nastroju i nic nie robią. Nawet Woroszyłow do mnie dzwonił w tej sprawie. Życzymy ci szczęśliwego powrotu, a jak przyjedziesz do Moskwy, to my już przygotujemy ci tu godne powitanie. Odbiór.

- Drogi Nikito Siergiejewiczu! Do zobaczenia na naszej ojczystej radzieckiej ziemi. Ja „Czajka“.

Tak sobie pogawędzili.

Czy radzieckie gazety, cytując co bardziej uroczyste fragmenty tej rozmowy, mogły napisać, że Walentyna Tierieszkowa zwymiotowała później w kabinie? Po prostu niemożliwe.

Związek Radziecki się rozpadł. Świat się zmienił, ale nie Walentyna Tierieszkowa. Kiedy zabrakło cenzury, przestała przyjmować dziennikarzy. Już siedemnaście lat z żadnym nie rozmawiała.

Boi się o swój mit. Cały świat zna ją z ekranów telewizorów, kiedy w idealnie skrojonym kostiumie, ze starannie ułożoną fryzurą przemawia z mównicy kolejnego zjazdu partii. W Moskwie stoi jej popiersie, a na niewidocznej stronie Księżyca jest krater, który nosi jej imię. Ale tak naprawdę nic o niej nie wiemy.

Zakapiory

Po locie pierwszej kobiety w kosmos Tierieszkowa i jej dublerki rozpoczynają studia w Wojskowej Akademii Lotniczej. W 1965 roku Ponomariowa i Sołowjewa przygotowują się do lotu na statku Woschod. Wala Ponomariowa miała być kapitanem, a Irina w trakcie lotu miała wyjść w otwartą przestrzeń kosmiczną.

Rok później jednak umiera Koroljew i program żeńskich lotów zostaje skreślony. Straciły wszelką nadzieję. W 1969 roku oddział kobiet został rozwiązany.

Skończyły Akademię. Walentyna Tierieszkowa robiła już karierę w partii i Radzie Najwyższej ZSRR. Była przewodniczącą Komitetu Radzieckich Kobiet. Jej dublerki zostały w kosmonautyce. Walentyna Ponomariowa jest wybitnym specjalistą w dziedzinie łączenia aparatów kosmicznych na orbicie, z czego napisała swój drugi doktorat. Dla wszystkich kosmonautów prowadzi wykłady z dynamiki lotów kosmicznych.

Irina Sołowjewa, mając dwa tytuły inżynierskie, zdobyła doktorat z psychologii. Jest najlepszym w Rosji specjalistą w dziedzinie funkcjonowania człowieka w sytuacjach ekstremalnych, a także w dziedzinie inżynierii psychologicznej. Ta całkiem nowa gałąź psychologii zajmuje się człowiekiem w zetknięciu z wyrafinowaną technologią.

Pierwsza jest pilotem, druga polarnikiern i skoczkiem spadochronowym.

- To są dziewczyny, które musiały być bohaterkami - mówi ich koleżanka Olga Kowyrienko, specjalista psychologii kosmicznej, która zajmowała się wszystkimi kosmonautami, od Gagarina począwszy, i ciągle to robi. - To takie zakapiory, dla których im trudniej, tym lepiej. Jedna latała jak wariat, druga na nartach szła na biegun i na sobie samej prowadziła badania, jak można przeżyć w trudnym klimacie.

Irina Sołowjewa wędrowała po dryfujących lodach na biegun północny.

- Byłam już sto kilometrów od celu - opowiada z uśmiechem. -Jeszcze tylko dwa i pół dnia marszu i musiałam zawrócić. Żywność się kończyła. Poryczałam się, jak wtedy na Bajkonurze, ale szybko mi przeszło, bo decyzja o powrocie była moja. Teraz uważam, że to było jedno z najwspanialszych doświadczeń w życiu. Już nigdy nie zdobyłam bieguna. Nie było okazji.

Na ekspedycję na Ziemię Franciszka Józefa zabrała też Walę Ponomariowa. Siedem kobiet z żeńskiej drużyny polarnej Zamieć wędrowało pieszo z Wyspy Wilczka na Wyspę Rudolfa.

- Na którejś z wysp spotkałyśmy samotnego człowieka, który przezimował w Arktyce - wspomina Walentyna Ponomariowa. - To był amerykański uczony, badał białe niedźwiedzie. Radość była ogromna. Ocean Lodowaty wielki jak kontynent, a my się przypadkowo znajdujemy. Patryk ściska nas, całuje i pyta, kto my jesteśmy? Odpowiadam, bo najlepiej mówię po angielsku, że Rosjanki, drużyna Zamieć z Moskwy. Amerykanin na to, że słyszał o nas, że mamy w zespole dublerkę Tie-rieszkowej. Nie cierpię tego. Nieważne, że statki Sojuz i Apollo mogły się spotkać na orbicie, bo ja opracowałam system połączeń, że dzięki temu można było zbudować pierwszą na świecie stację kosmiczną... Ze mną ciągle ktoś chce się sfotografować, bo byłam dublerką Tieriesz-kowej.

- A ja teraz widzę, że ten pierwszy lot nie był dla mnie - mówi Irina Sołowjewa. - Potem nie mogłabym skakać ze spadochronem i podróżować. Jestem szczęśliwym człowiekiem. Kariera i sława? Miałam życie dużo ciekawsze od Wali Tierieszkowej, która jest i była niewolnicą. Całe życie spędziła w sklepowej witrynie, jak żywa propaganda radzieckiego sukcesu i radzieckiego stylu życia.

Błazen i karlica

Chruszczow kochał Waliuszę Tierieszkową jak córkę, postanowił więc zbudować jej szczęście.

Szczytem szczęścia byłby Gagarin, ale „kosmonauta nr l“ zdążył się już ożenić. Z całego oddziału kosmonautów wolny został tylko „nr 3“, starszy od Walentyny o osiem lat Andrian Grigoriewicz Nikołajew. Po locie kosmicznym pierwszej kobiety na oczach całego Związku Radzieckiego sekretarz połączył ich dłonie.

Wszystkie sprawy organizacyjne Chruszczow wziął w swoje ręce.

Na razie Wala ruszyła w świat z propagandą radzieckiej przewagi kosmicznej nad Amerykanami. 23 października 1963 roku przybywa do Polski. Premier Józef Cyrankiewicz, znany z wrażliwości na niewieście wdzięki, nie odstępował jej na krok. Z największą pompą witały ją łódzkie włókniarki. W drodze powrotnej do Warszawy przemknęła przez Sochaczew, gdzie w grupie przedszkolaków stał na ulicy autor tego artykułu z czerwoną chorągiewką w rączce. Potem poszliśmy za kosmo-nautką na lotnisko, gdzie stacjonował radziecki pułk myśliwski. Śpiewaliśmy „Walentyna twist“, przebój Filipinek, ale ona pomknęła już dalej, więc jej nie zobaczyłem (trzydzieści sześć lat później napisałem o tym w liście do Walentyny Tierieszkowej, ale wywiadu i tak mi nie udzieliła).

Po powrocie do Moskwy, 6 listopada, odbył się huczny ślub w Pałacu Przyjęć na Leninskich Górach, a potem weselisko, na którym bawił się cały polityczny i kosmiczny świat Kraju Rad z Chruszczowem na czele. Panna młoda występowała w białej sukience z welonem, którą dostała od łódzkich włókniarek.

- Czy wy się kochaliście? - pytam Andriana Nikołajewa, „kosmonautę nr 3“, i podaję mu starą gazetę ze zdjęciami z tego wesela.

- Jak mogliśmy mu odmówić? - pyta i ciska z wściekłością gazetę na stół. - Nie mieliśmy śmiałości go urazić. Nikita Chruszczow był zachwycony związkiem „Czajki“ i „Sokoła“ (kryptonim Nikołajewa w czasie lotu). Dużą rolę odegrali jednak uczeni. Sekretarz razem z nimi marzył o budowie radzieckich miast w kosmosie, o bazach na orbicie, na Księżycu, gdzie życie będzie zbliżone do warunków ziemskich. Potrzebni byli do tego ludzie, którzy będą tam mieszkać, pracować, rodzić dzieci. Podochocony kilkoma kieliszkami wódki zwierzał się ze swoich marzeń weselnym gościom.

- Początek ich małżeństwa to był swego rodzaju eksperyment -opowiada Włodzimierz Witalenko, specjalista od adaptacji kosmonautów. - Ciągłe medyczne kontrole, konsultacje, analizy... Dostali polecenie poczęcia dzieciątka. Lekarze ostrzegali, że dziecko może być nieuleczalnie chore. Po siedmiu miesiącach kosmonautka zaczęła rodzić. Wykonano cesarskie cięcie. Wszystko było w porządku. Urodziła się córeczka Alona.

- Nie sądzę, by te kłopoty spowodowane były treningami - opowiada Walentyna Ponomariowa. - Niektóre ćwiczenia, na przykład z kata-pultowania, rzeczywiście były mordercze. Zrywały nam się szelki od spodni i sznurowadła, więc i jajniki mogły, ale wszystkie później urodziłyśmy, a Irina i Żanna nawet po dwójce.

Kosmonauci poza normalną pracą, treningami i nauką mieli jeszcze obowiązki reprezentacyjne. Byli nadworną świtą sekretarzy, obecną na wszystkich akademiach, zjazdach, w podróżach, a na pochodach pierwszomajowych mieli swoje miejsce na trybunie kierownictwa KPZR.

To było w połowie lat siedemdziesiątych. Moskwa. W orszaku Le-onida Breżniewa, jak zawsze, sunie także czarna czajka kosmonautów. Z tyłu czwórka kosmonautów, z przodu kierowca i ochroniarz z KGB.

Nagle ktoś zaczyna strzelać do samochodu. Ginie kierowca. Samochód bezwładnie toczy się do tylu ze wzniesienia.

- Dałem komendę „z wozu!“ - opowiada Andrian Nikołajew. -Wyskoczyliśmy. Inne pojazdy orszaku wymijają nas i jak szalone pędzą do przodu. Zatrzymał się tylko sekretarz KC Borys Ustinow, wiadomo, wojskowy.

Przyszły marszałek i minister obrony pakuje kosmonautów do swojego samochodu i uwo/i z zagrożonej strefy.

Strzelał porucznik milicji z Leningradu, który przyjechał w mundurze do stolicy, żeby zabić Breżniewa, tylko że pomylił samochody.

- Oczywiście, informację o zamachu objęła cenzura - opowiada Nikołajew - ale słyszałem, że chłopakowi było cholernie przykro, kiedy mu powiedzieli, że rozstrzelał samochód kosmonautów. Podobno był nienormalny. Dostał dwadzieścia pięć lat. Odsiedział swoje i wyszedł. Mieszka w Czelabińsku. Celował w miejsce, gdzie zawsze na tylnej kanapie po prawej stronie siadał Breżniew.

- A w waszym samochodzie kto tam siedział?

- Wala.

Andrian Grigoriewicz Nikołajew jest Czuwaszem. Urodził się w Republice Czuwaskiej nad środkową Wołgą. Skończył wiejską, siedmioklasową szkołę, ucząc się w ojczystym języku czuwaskim, a niemieckiego i rosyjskiego zaczął uczyć się w piątej klasie. Potem była szkoła lotnicza, służba w pułku myśliwskim i powołanie do pierwszego, jak później go nazywali, „gagarinowskiego“ oddziału kosmonautów. Był dublerem Titowa, tak jak Titow dublował Gagarina. Jest „kosmonautą nr 3“ i piątym człowiekiem w kosmosie (wyprzedzili go jeszcze dwaj Amerykanie).

- Byliśmy jak bogowie - opowiada. - Z Chruszczowem na Mauzoleum Lenina stałem. Naród był szczęśliwy, przyjmował nas jak bohaterów. Miałem stałą przepustkę na Kreml. Mogłem pójść do dowolnego ministra albo zadzwonić do Chruszczowa.

- A skąd pan znał telefon?

- U nas, w Gwiezdnym, w Centrum Przygotowań Kosmonautów, była książeczka, kremlowka się nazywała. Tam był Chruszczow, Breżniew, każdy minister... Mogłem prosić, o co tylko chciałem.

- A co pan chciał?

- Ja nic. Tylko dla czuwaskiego narodu. Najczęściej do ministra rolnictwa dzwoniłem, bo moja republika rolnicza. Prosiłem, żeby mi wyznaczył spotkanie na pięć minut i nigdy nie czekałem. Od razu kazał przyjeżdżać. Już miałem przygotowane pismo, no i wypraszałem przydziały. Traktory, maszyny, nawozy, materiał siewny dla sowchozów... W moim kołchozie, gdzie się urodziłem, dostali kiedyś jedną wywrotkę, więc ja z pismem do ministra: „Pomóżcie, proszę, potrzebujemy sześć“, a on: „Tak dużo?! Wczoraj Gagarin tu był, przedwczoraj wasza żona zabrała połowę mojej rezerwy, nic mi nie zostanie“. Dał jednak.

- A dla siebie o coś prosiliście?

- Po co? My wszystko mieliśmy. Kiedyś przyjechał do Moskwy pierwszy sekretarz Republiki Czuwaskiej z przewodniczącym władzy wykonawczej. Chcieli mieć lotnisko z betonowym pasem startowym, bo był tylko trawiasty, ale oczywiście nic nie załatwili. W Radzie Ministrów dostali pieniądze, ale ani jednego worka mocnego, lotniczego cementu, bo w planie budów ZSRR tego nie było. To byli dwaj najwięksi ludzie w republice, ale dzwonią do mnie: „Andrian, może ty pomożesz“. Ja biorę pismo i idę do ministra budownictwa, a on do mnie tak: „Wczoraj byli tu u mnie dwaj towarzysze Czuwasze i odmówiłem im, ale wam Andrianie Grigoriewiczu nie mogę odmówić“. Taki był autorytet kosmonautów

Szorstkość pumeksu

U Nikołajewów nie zamykały się drzwi. Dom był pełen, jak mówią Rosjanie, prositieli. Na Kremlu połowę deficytowych garniturów ze specprzydziałów Komitetu Centralnego rozdano po telefonie Walentyny Tierieszkowej. Wszystko mogła załatwić: studia, dobrą pracę, daczę, talon na samochód, operację w klinice rządowej, mieszkanie, zagraniczne lekarstwa, delegację do NRD...

- Całe życie martwiła się o różnych ludzi - mówi Andrian Nikoła-jew. - Kiedy Jelena Kondakowa, żona kosmonauty Walerija Riumina, na pół roku poleciała na stację orbitalną Mir, rodzinie, która została bez matki, Wala nosiła barszcz z kartoflami na obiad. Ludzie z jej rodzinnej wsi zasypali ją prośbami o przydział krowy lub kozy i wszyscy dostali.

W latach czterdziestych i pięćdziesiątych w Kraju Rad listy do Stalina słali wszyscy, od akademika po kołchoźnika. Ojciec narodów ogarniał wszystkie sprawy, był czuły na krzywdę mas, został więc ostatnią instancją narodu. Po jego śmierci naród nie znalazł nowego Adresata.

W 1968 roku przewodniczącą Komitetu Radzieckich Kobiet zostaje Walentyna Tierieszkowa i okazuje się, że ładniejsza (i liczniejsza) polowa narodu radzieckiego ma znowu swoją ostatnią instancję. Co roku dostawała dwieście tysięcy listów od kobiet z całego ZSRR. Co roku w rocznicę jej lotu telewizja pokazywała, jakich cudów dokonywała Tierieszkowa. Za jej sprawą rosły żłobki, przedszkola, osiedla mieszkaniowe w miastach i sowchozach. W wiosce Maslennikowo, gdzie się urodziła, zbudowała wodociąg, a w Nikulskoje, dokąd chodziła do szkoły, podciągnęli drogę i wybudowali Muzeum Walentyny Władimi-rowny.

Za jej sprawą w ZSRR wprowadzono zasiłki dla wielodzietnych rodzin. Kiedy zaczęła tworzyć państwowy fundusz alimentacyjny, biurokraci protestowali, że Związku Radzieckiego nie stać na takie wydatki. Ale Tierieszkowa się uparła. Nie była już szarą myszką po wieczorowym technikum włókienniczym, ale żelaznym członkiem Komitetu Centralnego KPZR od XXIV Zjazdu począwszy, członkiem prezydium Rady Najwyższej, wiceprzewodniczącą Światowej Rady Pokoju. Była Bohaterem Związku Radzieckiego, Bohaterem Pracy Socjalistycznej Czechosłowacji, Bułgarii, Rumunii, Mongolii, Wietnamu, odznaczona dwoma Orderami Lenina, Orderem Czerwonego Sztandaru Pracy, Orderem Rewolucji Październikowej i Drużby Narodów.

Tierieszkowa robi mały gest wobec biurokratów. Proponuje, aby zlikwidować dotacje na obrączki dla nowożeńców. Potem forsuje w Radzie Najwyższej powstanie funduszu alimentacyjnego.

- O mojej córce Alonie wszyscy mówią „dziecko Tierieszkowej“. A niby, do pioruna, dlaczego nie Nikołajewa? - wścieka się kosmonauta weteran.

- A co się pan dziwi, jak do szkoły pan posłał dziecko pod nazwiskiem matki -ja mu na to.

- To żona się uparła. Zawsze umiała mnie przerobić, ale to ja je wychowałem i niania. Człowiek, jak się żeni, to jego kobieta powinna być też jego przyjacielem. A Wala tylko pracowała, pracowała i nami w ogóle się nie zajmowała. Ciągle w rozjazdach, nigdy w domu, a jak się pojawiała, chciała brać dowództwo w swoje ręce... Jaka ona żarłoczna była na tę władzę, jak kochała te wszystkie zaszczyty, swoje miejsce w orszaku, w czajce, na trybunie... Życie by za to oddała, męża, rodzinę. Uwierzyła w swoje posłannictwo. Choć uczciwie trzeba przyznać, że wiele dobrego zdziałała.

W 1979 roku Nikołajew napisał pozew o rozwód.

- I ciągle była ze mnie niezadowolona... Czego ona, kurna, chciała ode mnie? W życiu palcem jej nie szturchnąłem, a ona kręciła już z tym chirurgiem, który odszedł dla niej od żony.

Nikołajew mówi o generale Juriju Szaposznikowie, dyrektorze Centralnego Instytutu Ortopedii Urazowej, byłym naczelnym chirurgu Armii Radzieckiej.

- Zwykłym oficerom nie było łatwo się rozwieść, a im, bohaterom narodowym... - mówi Walentyna Ponomariowa. - W KC bardzo uważali, jak prowadzą się kosmonauci.

Breżniew się wściekł. „Żadnych rozwodów!“ - wrzeszczał.

Rok czekali na zgodę. Informacja o rozwodzie została objęta cenzurą.

- Z wiekiem Wala zrobiła się szorstka jak pumeks - mówi Walentyna Ponomariowa - ale w środku ma miękkie serce. Pomaga wszystkim naszym dziewczynom i gagarinowskim kosmonautom. Dopiero jak się zestarzeliśmy, poczuliśmy wszyscy silne braterstwo, jedność, bo w młodości to różnie było.

Moment przed oddzieleniem

Większość kosmonautów mieszka w Gwiezdnym Miasteczku, 40 km od Moskwy. Ogromny zalesiony teren, ogrodzony murem, patroluje wojsko. Jest tam baza lotnicza, Centrum Kierowania Lotami Kosmicznymi i Centrum Przygotowań Kosmonautów, którym aż do emerytury w 1992 roku kierował Andrian Nikołajew.

W 1966 roku ludzie z żeńskiego i męskiego oddziału kosmonautów dostali dziesięciopiętrowy blok. Bardzo porządny dom. Dwie windy, ochrona, portier, schody przeciwpożarowe...

Na ostatnim piętrze mieszkają Irina Sołowjewa, Walentyna Ponomariowa i Tatiana Pischuari z rodzinami. Na szóstym piętrze pod 26 mieszkanie dostała Walentyna Tierieszkowa, pod 24 - Żanna Jerkina. Między nimi mieszka żona Gagarina z wnuczką. Kiedy wyjrzą przez okno, widzą pomnikowe plecy swojego męża i dziadka.

Nikt już nie pamięta, kiedy to się zaczęło.

Od wielu lat, co roku 16 czerwca, w dzień startu Walentyny Tieriesz-kowej, schodzą się do Czajki weterani kosmosu. Piją, wspominają, śpiewają. Są jej dublerki, gagarinowski oddział kosmonautów, konstruktorzy rakiet, silników, oficerowie z Centrum Kierowania Lotami, wszyscy pionierzy przestworzy... Tylko Nikołajew nie przychodzi, chociaż mieszka w bloku obok.

W 1982 roku wśród dziewczyn zawrzało. Jest nowy projekt lotów żeńskich załóg. Zgłosiły się natychmiast. Ponomariowa, Jerkina, Pischu-ari, nawet Tierieszkowa, członek KC. Nie były już takie młodziutkie, miały pod pięćdziesiątkę, ale potężnie naciskały. Dla świętego spokoju Tierieszkowa i Jerkinę dopuścili do komisji lekarskiej, ale nie przeszły.

Tylko Irina Sołowjewa się nie zgłosiła. Wysłali zaproszenie. Odmówiła.

- O nie... Nigdy w życiu - zaklina się Sołowjewa. - Jeszcze raz narazić się na taki zawód... Wtedy, w 1962 roku, miałam jechać na mistrzostwa świata w skokach spadochronowych do Ameryki, ale wybrałam oddział kosmonautów. Nie popełnię drugi raz tego samego wariactwa. Mam fantastyczny program badawczy z psychologii - o strachu, jakiemu ulegają kosmonauci. To zaspokaja moje życiowe ambicje. A poza tym, mieliśmy z mężem i synem jechać w tundrę poskakać razem ze spadochronami. Czy jest coś cudowniejszego na świecie niż stać na czterech i pół tysiąca metrach w śmigłowcu przy otwartych drzwiach i czekać na komendę do skoku? Ten moment przed oddzieleniem... I potem siedem-dziesiąt-osiemdziesiąt sekund swobodnego opadania.

Irina Sołowjewa mówi, że ma cztery namiętności na literę „p“. Psychologię, skoki (po rosyjskupryżki), podróże i pierogi, czyli dom. A kosmos nie jest na „p“.

Walentyna Ponomariowa pracowała w Gwiezdnym do emerytury. Źle się jednak czuła bez pracy. Poszła do Instytutu Historii Nauki i Techniki. Pisze książki z historii kosmonautyki.

- Była pani w partii?

- Od 1962 roku. - Robi się czerwona jak piwonia. - Pojęłam, że tak będzie lepiej. Wszyscy byli.

- Jerkina nie była.

- I nie poleciała.

- Pani też.

- Ale ona była bez szans.

Walentyna Władimirowna Tierieszkowa jest szefową dwóch dziwnych struktur. Nie bardzo wiadomo, czym się one zajmują. To Rosyjskie Stowarzyszenie Współpracy Międzynarodowej oraz Centrum Międzynarodowej Współpracy Naukowej i Kulturalnej. Jest jedyną w Rosji kobietą generałem. Uczestniczy w posiedzeniach Rady Ministrów, dotyczących problemów międzynarodowych, kulturalnych i, przede wszystkim, spraw socjalnych. Jest kimś w rodzaju ministra honorowego. Kilka lat temu wyprowadziła się z domu kosmonautów.

1 ... 10 11 12 13 14 15 16 17 18 2010-07-19 18:44 Читать похожую статью
  • Контрольная работа
  • Контрольная работа
  • Контрольная работа
  • Контрольная работа
  • Контрольная работа
  • Контрольная работа
  • Контрольная работа
  • Контрольная работа
  • Контрольная работа
  • Контрольная работа
  • Контрольная работа
  • Контрольная работа
  • Контрольная работа
  • Контрольная работа
  • Контрольная работа
  • Контрольная работа
  • Контрольная работа
  • Контрольная работа
  • Контрольная работа
  • Контрольная работа
  • Контрольная работа
  • Контрольная работа
  • Контрольная работа
  • Контрольная работа
  • Контрольная работа
  • Контрольная работа
  • Контрольная работа
  • Контрольная работа
  • Контрольная работа
  • Контрольная работа
  • Контрольная работа
  • Контрольная работа
  • Контрольная работа
  • Контрольная работа
  • Контрольная работа
  • Контрольная работа
  • Контрольная работа
  • Контрольная работа
  • Контрольная работа
  • Контрольная работа
  • Контрольная работа
  • Контрольная работа
  • Контрольная работа
  • Контрольная работа
  • Контрольная работа
  • Контрольная работа
  • Контрольная работа
  • Контрольная работа
  • Контрольная работа
  • Контрольная работа
  • Контрольная работа
  • Контрольная работа
  • Контрольная работа
  • Контрольная работа
  • Контрольная работа
  • Контрольная работа
  • Контрольная работа
  • Контрольная работа
  • Контрольная работа
  • Контрольная работа
  • Контрольная работа
  • Контрольная работа
  • Контрольная работа
  • Контрольная работа
  • Контрольная работа
  • Контрольная работа
  • Контрольная работа
  • Контрольная работа
  • Контрольная работа
  • Контрольная работа
  • Контрольная работа
  • Контрольная работа
  • Контрольная работа
  • Контрольная работа
  • Контрольная работа
  • Контрольная работа
  • Контрольная работа
  • Контрольная работа
  • Контрольная работа
  • Контрольная работа
  • Контрольная работа
  • Контрольная работа
  • Контрольная работа
  • Контрольная работа
  • Контрольная работа
  • Контрольная работа
  • Контрольная работа
  • Контрольная работа
  • Контрольная работа
  • Контрольная работа
  • Контрольная работа
  • Контрольная работа
  • Контрольная работа
  • Контрольная работа
  • Контрольная работа
  • Контрольная работа
  • Контрольная работа
  • Контрольная работа
  • Контрольная работа
  • Контрольная работа
  • © Помощь студентам
    Образовательные документы для студентов.